środa, 23 grudnia 2015

Mniej lub bardziej świątecznie...

... to zależy, jak na to patrzeć. Na kilku zdjęciach śnieg, na kilku jego brak. Część jest wynikiem zabawy nowym telefonem, część aparatowa. Te ciemna wykonałam dziś o 7 rano na tradycyjnym przedświątecznym wypadzie na lubelskie Stare Miasto. Naszym zamiarem były także zdjęcia wschodu, ale niestety wyglądał on tak, że najpierw było ciemno, a potem jasno, bez stanu pośredniego :)

niedziela, 29 listopada 2015

Nutka kynologii pośród ścinków

Zapowiadam tą "nowość" od dłuższego czasu, ciężko mi się zebrać, może trochę się boję? Ale czego? Sposobu, w jaki odbiorą to Ludzie, którzy motywują mnie do działania? Bez sensu.
Przez całe lato kręciłam krótkie klipy, niekiedy nieco bezsensowne. Przedstawiały one nasze codzienne czynności z Lavą - spacer, zabawę. Sprawiało mi to wielką przyjemność. Gdy ciepłe dni chyliły się ku końcowi postanowiłam zrobić coś więcej - wzięłam ze sobą wsparcie i statyw i poszłam do parku, aby nagrać coś więcej, coś, co bardziej podsumuje naszą współpracę. I miałam już materiały, bardzo dużo materiałów. Kilka godzin materiałów. Uruchomiłam odpowiedni program wybrawszy wcześniej muzykę, która towarzyszyła mi przez kilka tygodni w głębi głowy. Złączyłam wszystko w całość. I się załamałam. Wiele pracy, wysiłku i... poświęceń, a film nie jest w stanie "opuścić" programu. Bo nie. Przez prawie trzy miesiące na środku pulpitu leżał folder, na który nawet nie chciałam patrzeć, bo robiło mi się zwyczajnie smutno, że prawdopodobnie będę musiała zacząć od początku, a nie chcę, wyszło przecież idealnie, prawie dokładnie tak, jak to sobie wyobrażałam. Tu wkroczyło do akcji Wsparcie z za granicy. I w ciągu dwóch dni otrzymałam filmik w normalnym formacie... Czasami trzeba się zwrócić o pomoc do Kogoś Bardziej Doświadczonego. Kogoś, kto nam pomoże i wyjmie z nory pełnej frustracji.
Takim oto sposobem powstał nasz nowy filmik - mój i Lavy. Pokazuje naszą codzienność, nic nowego. Tylko praca, a nawet współpraca. Tylko tyle. Jednocześnie i aż tyle. Jestem dumna z tego co osiągnęłyśmy w ciągu niedługiej świadomej pracy, w której ja byłam pewna tego co robię, nie bałam się popełnienia błędów, które są przecież nieuniknione.
Chciałabym, aby każdy miał w życiu takiego Współpracownika, który jest w stanie go tyle nauczyć. Bo Lava nie jest łatwym Współpracownikiem. Ma swoje wymagania dotyczące tego, co danego dnia robimy, nie mogę przekroczyć pewnej granicy, bo zwyczajnie odmówi wykonania zadania. My też tak mamy - gdy zbyt długo będziemy się czegoś uczyć przestaniemy zapamiętywać i rozumieć. To właśnie trzeba zrozumieć pracując w Zespole. Czasami jest to trudne. Przecież chcemy więcej i więcej. A czasami trzeba się zatrzymać w tej pogoni. Zatrzymać i pójść na spacer.
Taki przekaz, mniej lub bardziej motywujący, mam dla Was na dziś :)
Chyba będę pisać tu o moich zmaganiach z Lavą, bo pozwala mi to bardziej zrozumieć to, co dzieje się między nami :)

Co do skoków za frisbee - przed diagnozą czerpałyśmy z tego dużo radości, ale musiałyśmy zostawić ten rodzaj aktywności :)

Em

sobota, 21 listopada 2015

Muffinki waniliowe z polewą czekoladową i m&m'sami

Na blogu szykuje się kilka nowości - stworzyłam nowy design i szalenie mi się podoba, ale muszę się z tym jeszcze przespać! Jest prosty i bardzo czytelny, więc mam nadzieję, że przypadnie do gustu także Wam :)
Dawno temu zapowiadałam też nowy filmik z Lavą, ale miałam spore problemy z wyrenderowaniem, bo pod sam koniec cały proces się zawieszał. wczoraj postanowiłam skonsultować się ze Specem w tej kwestii i chyba jesteśmy na finiszu, więc jak tylko otrzymam filmik to go dostaniecie!
A wracając do tematu posta - wraz z moją siostrą od jakiegoś czasu regularnie próbujemy swoich sił w tworzeniu przepisów muffinkowych. Raz się udaje, raz nie. Wczoraj zabrałyśmy się za coś, co z pozoru może brzmieć nieco dziwnie, ale jest absolutnie prze-pysz-ne!
Żebyście nie musieli się już męczyć - łapcie przepis!

niedziela, 18 października 2015

Myślmy pozytywnie

Byłoby déjà vu, ale nie musicie się bać - tym razem nie pisałam przez trzy tygodnie! :D Śmiać się, czy płakać? - oto jest pytanie! Musicie mi wybaczyć, Drodzy Czytelnicy, ale uczę się, dbam o swoją przyszłość, że tak powiem, spędzam czas z Lavą i próbuję nie stać się aspołecznym odludkiem w tym wszystkim.
Nawiązując do tytułu - tak, właśnie. Bo do wakacji już tylko (tak, TYLKO) 8, 5 miesiąca! To naprawdę mało biorąc pod uwagę, że pierwsze 1,5 minęło tak szybko, że... dokładnie pamiętam co robiłam ostatniego dnia wakacji, pierwszego dnia września...
A z nowości - ponad tydzień temu zmontowałam kolejny Lavo-filmik, mam jednak problem z renderowaniem. Jestem jednak na dobrej drodze i jest we mnie nadzieja na to, że koeljny post będzie o nim :)

 Taka piękna konstrukcja "była sobie" na szlaku!

niedziela, 20 września 2015

Wakacyjnie rzecz biorąc...

... to wakacje zaczną się za 278 dni. Lepiej? Nie. Powiedziałabym wręcz, że gorzej, chociaż... Jeśli spojrzeć na to przez pryzmat liczby dni wolnych, których jest... Dużo (skleroza mnie wzięła przez konieczność zapamiętania wielu rzeczy, które mi się nie przydadzą), prawie połowa :)
Jeśli chodzi o moją regularność, to postaram, się żeby było tak jak teraz lub częściej, ale nic na siłę, bo nie chcę pisać bezsensownych rzeczy i prezentować powtórek (może oprócz nieśmiertelnych szelek w ujęciach nocnych, ale to nie powtórka, bo były tylko ujęcia dzienne, a to duża różnica).
A zawartość tego tu posta? Zdjęcia. Znów zdjęcia, ale tak wyszło. Uszyłam kilka rzeczy, ale nie potrafię ich opisać, więc musicie zaczekać na przypływ weny.
I nawet ten słup mi nie przeszkadza, wprowadza pewien zamęt, niepokój. W tej błogości i zwykłej, szarej codzienności.
Możecie się szykować na kolejne zdjęcia. Rudzików, błotnistej Lavy... otóż właśnie codzienności. A może i jakiś filmik podsumowujący wakacje i... codzienność?



Em

niedziela, 6 września 2015

Kwieciste szelki norweskie

Chyba już się zorientowaliście, że ostatnio z regularnością pisania jest u mnie słabo... Tzn. jest regularnie - co dwa tygodnie. Ale to chyba jednak trochę za mało. Postaram się teraz, aby posty pojawiały się raz w tygodniu, właśnie w niedzielne popołudnia. Mam dużo wakacyjnych zdjęć, kilka uszytków, zabieram się za kolejne i zastanawiam się nad dodaniem do bloga kolejnego tematu - moich i Lavy zmagań kynologicznych. W końcu to blog o moich pasjach, a te właśnie zmagania są jedną z nich, w dodatku jestem coraz bardziej wciągnięta... Zobaczymy, czy będę w stanie o tym w ogóle pisać :)
Co do szelek - jestem ostatnio absolutnie zakochana w tym materiale, a Lava jest widywana poza domem tyko w nich, ale już niedługo - idzie błotnista jesień i zima, a co za tym idzie - sezon spacerowania w szelkach nieśmiertelnych (jak dotąd), mam nadzieję, że przeżyją nadchodzący sezon!


poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Zachód i wschód weekendowy

Dawno, dawno temu (tak konkretnie w zeszłym tygodniu), kiedy w Polsce jeszcze panowało niemiłosierne upały i pobiliśmy rekord wysokości temperatury (ach, kiedy to było...) wybrałam się z Marysią (nie obraź się, musiałam) do Hani, aby spełnić Nasze marzenia o zdjęciach z koniem o wchodzie słońca. W dniu poprzedzającym sesję wybrałyśmy się na zwiady, oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie zabrała pod pachę aparatu. I zabrałam, bo przecież trzeba być sobą :) Akurat w okolicy odbywały się zawody balonowe, że tak powiem, i w powietrzu wisiały te ogromne "bańki". Cudownie prezentowały się nad polami w barwach zachodzącego słońca.
Zdjęć sesyjnych niestety świat internetów nie ujrzy, bo.... tak :D Ale musicie mi po prostu uwierzyć, że wyszły przepiękne i te, na których jestem ja już zdobią ścianę.
Zdjęcia dzielę na kilka postów, bo chyba wszyscy by oszaleli, gdyby znalazły się w jednym :P

piątek, 7 sierpnia 2015

Koktajl jagodowo-bananowy

Jeszcze większe upały nadchodzą, a w taką pogodę przecież chyba nikt nie ma zamiaru gotować, ani jeść niczego ciepłego.
Wczoraj przeprowadziłam pewien eksperyment - poczytałam przepisy na koktajle owocowe i połączyłam kilka gotowych razem z moją inwencją twórczą. Wyszło coś baaardzo smacznego!


piątek, 31 lipca 2015

Derka przeciwdeszczowa. Dla psa.

Tak, tak. Pewnie większość z Was pomyśli sobie, że to jakieś fanaberie z mojej strony - kto ubierałby psa, żeby nie zmoczył się na deszczu?! Ale sytuacja jest taka, że Lava jest już wcale nie taka młoda i wyobraźcie sobie, że przestała lubić deszcz i taplanie się w różnych mokradłach. Woli wylegiwać się jak jaszczurka na słońcu w największe upały, aż zaczynam się o nią martwić. Spacer w deszczu kiedyś był jak każdy inny, może nawet na swój sposób ciekawszy, z Lavy strony wyglądało to mniej więcej tak: "OK, idziemy na dwór? Pewnie chcesz porzucać piłeczkę! Na pewno o tym marzysz! Ja to wiem, ja to widzę! No CHOOOOOOODŹ!". Teraz raczej podkula ogon i kładzie uszy po sobie, a wszystkie potrzeby załatwia bez marudzenia, byle szybciej wrócić do ciepłego i suchego domu. Że tak powiem taki lajf.
Na domiar złego dzisiaj się okazało, że ma zwyrodnienie w jednej łapce, a jest już trochę zbyt dojrzała (słowo "stara" jest zbyt konkretne moim zdaniem, i wcale nie takie ładne), żeby ją operować :( W związku z tym Krówka będzie prawdopodobnie poddana terapii IRAP, której działanie właśnie próbuję zrozumieć :D Jej efekt jest jak dla mnie bardzo dobry - o ile zwyrodnienie się nieodzwyradnia, to Pies nie czuje bólu, bo coś tam coś tam (to właśnie próbuję zrozumieć). Myślę, że dla takiej poważnej Suczi mały czarny płaszcz przeciwdeszczowy jest wręcz wskazany! W dodatku ma kapturek, więc karku nam nie przewieje chyba popadam w samozachwyt...

Z kapturem

I bez :) To to żółte coś!

Em

środa, 15 lipca 2015

Góry

No i znów muszę zacząć posta od tych samych słów - przepraszam za tak długi zastój. Atmosfera wakacji powoduje, że tracę poczucie jakiegokolwiek obowiązku. No, może oprócz czytania całymi dniami, chodzenia na długo do stajni, długich spacerów z Lavą, ciągłego pisania SMSów, robienia zdjęć... jednym słowem - WAKACJE :D
Jak co roku wyjechałam w góry, po raz trzeci z aparatem i zamiarem robienia zdjęć. Widzę pewien rozwój, od tego, co działo się wcześniej przed obiektywem. Już wiem, że Lava nie będzie ładnie wyglądać, jeżeli zdjęcie będę robić z góry, a kwiatek wcale nie będzie ciekawie wyglądać, jeśli zaraz za nim wije się droga.
Na początek kilka ujęć Lavy i krajobrazów. Ostrzegam! Zdjęć jest bardzo dużo, więc będzie też bardzo dużo postów. Ale żeby nie było, że staję się tylko fotografem (ha, ha!), możecie też oglądać szelki/obroże w akcji, a jeśli ktoś się przyjrzy to i magiczną linkę polipropylenową (taka tam 10m smycz), która stała się narzędziem, bez którego nie wyobrażam sobie życia. Spacery są teraz jeszcze przyjemniejsze!


środa, 1 lipca 2015

Kwiaty

Przyznaję się, znów był zastój w postach. Wybaczy mi ktoś?
Co do dzisiejszych zdjęć - kwiatki sobie były, ja szłam w 30 stopniowym upale i miałam aparat, więc w pocie czoła zabrałam się do fotografowania :)



Pooooozdrawiam wakacyjnie!
Em

czwartek, 18 czerwca 2015

Nie-psie zdjęcia

Dawno nie było żadnych artystycznych zdjęć, które NIE przedstawiają Lavci... Pewnie będzie też lawenda, która zaczyna kwitnąć, ale do tego jeszcze chwila!


piątek, 12 czerwca 2015

Nowe miejsce spacerowe

Od pewnego czasu kilka razy w miesiącu jeżdżę na bardziej ucywilizowane obrzeża miasta. Ucywilizowanie polega na tym, że jest to osiedle, obok którego znajduje się kilka pól. Idealne miejsce na spacer socjalizacyjno-zabawowy :)
Lava może spotykać się z kolegami i koleżankami, którzy są pod kontrolą Właścicieli, a ja jestem spokojna o to, że w każdej chwili mogę powiedzieć "dość".

niedziela, 7 czerwca 2015

Bardzo wczesna wiosna bardzo dawno temu :)

Jedne z pierwszych zdjeć Lavy, z których jestem bardzo, bardzo, bardzo dumna :) Jedno z nich znalazło się w psim paszporcie i będzie obrazem, który na razie stoi od kilku tygodni i jest tylko podkładem...
W zdjęciach podoba mi się bokeh oraz zieleń widoczna między szarościami i granatami... Naturalność i "dzikość" Lavy, jest zupełnie golutka i nie widać na Niej żadnych ludzkich interakcji!

wtorek, 2 czerwca 2015

Pochmurne zdjęcia

Lava jest moim ulubionym "obiektem" do fotografowania odkąd mam nowy-stary aparat, kwiatki już nie są takie super, jak kiedyś, bo nie można zrobić jednemu tysiąca zdjęć, żeby na każdym wyglądał inaczej :D
Mam baaardzo dużo zdjęć do pokazania, wiec w kilku postach poumieszczam ich po kilkanaście, żeby żadna "sesja" nie została pominięta :)

czwartek, 28 maja 2015

Szelki a'la Julius-K9 IDC Power

Od bardzo dawna "chorowałam" na szelki firmy Julius-K9, model IDC Power. Słyszałam o nich wiele pozytywnych opinii, że rzeczywiście są nieśmiertelne, psy je lubią... Wszystko, co mówi firma jest prawdą. Moja miłość do nich nie malała, tak samo jak ich cena :) Owszem, nieśmiertelność jest warta wszystkiego, ale to nie zmienia faktu, że mogę spróbować uszyć podobne. Nie są idealnie idealne, np. siodełko wyszło dość nierówne. Jedyną rzeczą, w której moje szelki przewyższają te Juliusowe, jest to, że ich główna część została wykonana w całości z ortalionu, więc w ogóle nie nasiąkają, zarazem jest to pewien minus, bo co kilkanaście minut muszę je z Lavy zdejmować, aby się ostudziły, co zajmuje minutę-dwie :) Czyszczenie przebiega tak samo jak w oryginale, może nawet lepiej. Wystarczy wilgotna gąbka (niestety na zdjęciach studyjnych zapomniałam doczyścić zapięcie :().
Lava będzie dobrze widoczna na drodze, czy spacerach po ciemku, bo nie dość, że ortalion, który zamówiłam jest jednak bardziej odblaskowo-żółty, a nie limonkowy, to jeszcze na pasku piersiowym umieściłam odblask, który odblaskiem jest w rzeczywistości. Dodatkowym aspektem bezpieczeństwa jest ogromne zapięcie do smyczy - 4cm. Mogę szybko ją zapiąć i mam 200% pewności, że się nie rozegnie.
Suczi jest chyba zadowolona ze wszystkiego, co na sobie nosi (wyjątkiem były kupione kiedyś szelki "trójkątne"), więc nie mogę mówić nic o tym, że są fantastyczne, bo pies aż sam podchodzi, bo Lava reaguje tak na wszystko (w tej chwili dodatkowym sygnałem jest trzymanie aparatu) - zakładanie "ubranka" oznacza spacer.

sobota, 23 maja 2015

Bardzo dziewczęca obroża półzaciskowa

Od dłuższego czasu marzyłam o takiej mega dziewczęcej obróżce dla Lavy. Bardziej odświętnej, do szpanowania psem w mieście :D Pierwszy nasz model półzaciskowy, aby psica była bardziej sterowna, żeby nie musiała być odziana również w szelki, bo jak miasto, to i kaganiec, więc zestaw kaganiec-obroża-szelki wyglądałby dosyć "ciężko" na Lavie, która mimo swojej labradorowatości masywna nie jest.
Materiał z podszewki kurtki i kapelusza Petroneli wydały mi się idealne, bardzo dziewczęce, wyjściowe i delikatne, moje marzenie. Lava wygląda bardzo uroczo i cukierkowo :)
Uszycie tej obroży to chyba mój rekord, 15min to chyba maksymalna ilość czasu, którą przeznaczyłam na jej zmierzenie, wycięcie materiału itd.
Chciałam podziekować Kasi, od której dostałam wszystko, czego użyłam do uszycia - okucia, taśmy, materiał, polar. Ferie, urodziny, imieniny z ostatnich kilku lat były dla mnie doskonałym źródłem szyciowych akcesoriów.
A Anita jest dobrodziejką, bo pozwala mi się bawić swoim aparatem, czego efektem jest ponad 200 zdjęć wykonanych w ciągu kilku godzin, wiele z nich pojawi się w najbliższym czasie na blogu :)


sobota, 16 maja 2015

Psie oblicze

Mimo szalonej zabawy z kolegą Lava wyglądała jak Lava podczas zabawy, nie tak, jak ostatnio :D Ponownie poranny spacer, jednak nieco późniejszy niż ostatnio (7.30). Słońca zbyt wiele nie było, ale i tak zdjęcia wyszły bardzo ładne, jak na mój gust!
Obiecuję, że już niedługo pojawi się post szyciowy, nie zdjęciowy. Pogoda jest tak ładna, że więcej fotografuję, co powoduje większą ilość zdjęć na blogu. Jakby nie patrzeć jest on o wszystkim, więc... jest na nim wszystko!


sobota, 9 maja 2015

Się ujawniła...

... Lava. Z tym, że nie jest labradorem! Tylko wszystkim w jednym :D Coraz bardziej lubię się z moim aparatem!

wtorek, 5 maja 2015

Co by było gdyby...?

Post miał się ukazać jutro, ale nie wytrzymam.
...mieć większość umiejętności Lavy w jednym miejscu? Na przyszłość, na pamiątkę. Żeby móc wysłać do Znajomych za granicę, pokazać światu to, co wspólnie wypracowałyśmy.
Patrząc na inne psy - nie jest to coś, co daje "efekt WOW", ale jak dla mnie - coś fantastycznego, nasza relacja, wspólna praca, godziny poświęcone na naukę. Wiele było momentów, kiedy się załamywałam, bo po długim czasie trybu "posłuszeństwo ON" Lavie włączał się guzik "inteligencja OFF" i rozrywała obrożę, żeby przebiec przez ulicę (dzięki Bogu niezbyt ruchliwą) do innego psa...
No właśnie - bo nie zawsze jest tak kolorowo, jak to co widać poniżej. Ale do tego dążymy, czasem musimy zrobić krok w tył, żeby zrobić dwa do przodu. Lava jest z natury dominująca, nie jest szczeniaczkiem z reklamy papieru toaletowego, o nie! Była koszmarna, chociaż ja się wtedy tym zachwycałam żyjąc w błogiej nieświadomości, że jest okropna ;)
Nie jest łatwo nauczyć takiego potworka niektórych rzeczy. Czasami używa za dużo mózgu, bo chce zrobić coś "bardziej", widać to w slalomie między nogami - najchętniej wskoczyłaby mi na plecy, albo kicała przez udo, czy też ganiała się po łące. Jest bardzo energetyczna, więc podczas nauki, zwłaszcza, gdy nie może czegoś pojąć, potrafi zacząć mnie przepraszać (wtedy chodzi wokół mnie ze smutnymi uszkami i próbuje lizać po twarzy), albo wygasza się (cała robi się klapnięta i najchętniej zapadłaby się pod ziemię - w takiej sytuacji pozostaje poprosić o wykonanie najprostszej komendy i w nagrodę zrobić coś, co sprawia jej ogromną przyjemność).
Lava jest typem "hurra, ale super, zabawa, nauka, zrobię wszystko, o co prosisz, na koniec świata i jeszcze dalej, jupiiii!!!", więc czasami nieco utrudnia naukę, ale lubię w Niej ten pozytywizm, bo potrafi mnie rozbawić w najmniej oczekiwanej sytuacji, nie można się na nią długo gniewać.
Ostatnio udało mi się podskoczyć w hierarchii :) Tak właśnie, chyba stoję na schodku razem z tatą, tj. Męską Ręką, lub - jak On sam mawia - może nieco wyżej. Wiąże się to z faktem, że czasami muszę udawać obrażoną i być wredną, kiedy zrobi coś niewłaściwego, lub nieco przyśpieszyć przy przechodzeniu przez drzwi :D Nigdy jednak nie potrafię się długo gniewać, w takiej sytuacji albo się od Lavci odcinam na chwilę, bo nie wytrzymuję jej błagalnego spojrzenia "błagam, wybacz mi, to się już nigdy nie powtórzy, obiecywam!", albo... (próbuję się powstrzymywać!) wybaczam, co zbyt wychowawcze chyba nie jest ;)
Nauczenie sie tego wszystkiego, co jest przedstawione w filmiku zajęło nam całe Lavowe życie, czyli 8 lat, 4 miesiące i 25 dni (pierwsze 28 dni była ze swoją mamusią, ale wtedy zapewne załapała co nieco z psiego savoir vivre). Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym o czymś nie zapomniała - "akuku" nie zostało nagrane, więc szykujcie się na kolejną część. Kiedyś. Ujrzycie dopracowany slalom między nogami, trupa i "bajbaja" oraz nauczymy się "wstydź się", "obejdź" i kilku innych zabawnych rzeczy, "obiecywam"!
Teraz, po tym przydługim wstępie - zapraszam na seans :)
Aha... To stworzenie obok Lavy to ja :)


Piąteczka!
Em

niedziela, 3 maja 2015

Górska wspinaczka Jeży

Siedzą sobie w folderze, takie ciche, zapomniane. Zdjęcia tak konkretnie. Jeszcze konkretniej z górskich wakacji, a najkonkretniej - Jeżowa wycieczka.
Stworki wszystkim znane są bardzo ciekawskie i nigdy nie odpuszczą, jeśli jest coś, na co można wejść!

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Wiosna!

Wiosna nadal podryguje, więc ja nadal wstawiam wiosenne zdjęcia, że tak powiem "z braku laku" - aż wstyd się przyznawać, ale ostatnio nic nowego nie uszyłam :( Taka ładna pogoda powoduje, że dużo spaceruję, a co za tym idzie - nie ma mnie w domu, więc nic nie powstaje.
Faktem jest też, że ostatnio staram się wstawać o 6. Dzięki temu o 7 lub wcześniej jestem z Lavą na porannym spacerze przy pięknym, delikatnym słońcu! Uprzedzając ewentualne pytania co do zdjęć. Łapka jest w ochraniaczu (który zresztą sama uszyłam, więc nie może nie można mówić o nie-szyciu?), ponieważ Psica zaczęła delikatnie kuleć, pod nim jest okład, który inaczej spada. Dostaliśmy od Weterynarza zalecenia, żeby obserwować i pojawić się w najbliższej przyszłości na kontrolę, która (nie)stety jest konieczna, bo się nie poprawiło :(

czwartek, 23 kwietnia 2015

Zaległe pierwsze podrygi wiosny :)

Tak, wiem - mało piszę. Postaram się to zmienić! Uszyję to, co miałam uszyć, porobię kolejne zdjęcia...
Lava ostatnio nabrała wprawy w nieruszaniu się przez jakiś czas - dzięki temu mogę pokręcić się z aparatem i zrobić zdjęcia z różnymi ustawieniami.
Prezentowany dzisiaj spacer odbył się w Lany Poniedziałek, więc rzeczywiście jest nieco "zaległy" :)
Mam w zapasie też takie bardziej słoneczne zdjęcia z soczyście zieloną trawą... Ale będę wszystko dawkować!
Przy okazji prezentuję kraciaste szelki w akcji :)

czwartek, 16 kwietnia 2015

Slalom agility - jak zrobić i nauczyć?

To pytanie nurtuje zapewne wiele osób. Ja sama męczyłam się nad tym przez kilka miesięcy zeszłego roku. Niestety - nigdzie w internecie nie ma polskiej, lub chociaż angielskiej oprawionej zdjęciami, instrukcji na wykonanie slalomu tyczkowego (odpowiadając na kilka komentarzy, które mnie już doszły - chodziło mi o slalom bez stelażu, żebym mogła go wygodnie składać i rozkładać, zmieniać odległości między tyczkami i wykorzystać w metodzie nauką tunelową i nie musieć potem robić kolejnego) bez ponoszenia ogromnych kosztów zamawiania gotowych palików, np. do pastucha.
Właśnie dlatego chciałam wyjść na przeciw wszystkim, którzy mają takie odczucia jak ja. W gratisie załączam filmik i tłumaczenie co zrobić, kiedy już slalom mamy!

sobota, 11 kwietnia 2015

Nerka w słoniki

Teraz już spokojnie mogę wstawić tą nerkę bez obaw, że zasłonie bloga!
Bardzo dobrze się spisuje, chociaż chyba ponownie nie wycelowałam z kółkiem do zapinania smyczy - z drugiej strony może to dobrze, bo dzięki temu przy kucaniu do robienia zdjęć nie zahaczam nogami! Trzeba szukać plusów :) Wydaje mi się, że połączenie Lava w słoniki + ja w słoniki wygląda ciekawie i od razu widać, że zestaw jest handmade. Pewną wadą jest fakt, że gdy założę do tego aparat z ozdobnym paskiem zaczynam czuć się jak choinka... ale to nic chyba!


poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Króliczyca Petronela Rychłowczas

Oj, oj... Ostatnio mało piszę. Przepraszam Was bardzo, ale jest wiosna, co prawda tylko kalendarzowo-astronomiczna, bo pogoda na to nie wskazuje... Jednak ilość długich spacerów z Lavą odpowiednio zwiększyła się w stosunku do tej, która była standardem zimowym :) W związku z tym robię też dużo zdjęć, o czym przekonacie się w następnych postach. Mam dużo migawek pąkowych, zielono-trawiastych, błotno-psich i wiele, wiele więcej inno-tematycznych.
Ale żeby nie było - nie próżnuję, jeśli chodzi o szycie, w ostatnim czasie powstała słonio-nerka, którą zapowiadam od bardzo dawna oraz Petronela, o której dzisiaj też Wam opowiem. Mam też w zanadrzu instrukcję na uszycie szelek norweskich, kilku rodzajów pokrowców na telefony (nowe i odświeżone), skonstruowanie slalomu do agility... Długo by wymieniać!
Kończę "unowocześniać" bloga - uprościłam używanie etykiet, dzięki czemu nie są długie na kilometr, zwiększam wielkość zdjęć, dzięki czemu można je wygodnie obejrzeć bez konieczności otwierania przeglądarki, ułandniłam galerię :)
Petronela Rychłowczas, bo o niej jest ten post, to bardzo elegancka króliczyca - jest freelancerką, pracuje jako ogrodniczka - lubi w szczególności zajmować się swoim ogrodem, ale jeśli ktoś jest chętny skorzystać z jej usług, to może się ze mną skontaktować. Ja wszystko jej przekażę. Bardzo lubi kwiaty, ale ma też pole, którym zajmuje się z wielkim zaangażowaniem.
Jestem z siebie bardzo dumna, bo o ile spodnie, kapelusz i ciało zrobiłam z wykroju, to bluza jest w 100% moim projektem! Dziury na uszy były baaaardzo trudne do wykonania, ale jak już je zrobiłam, to uznałam, że weszłam na kolejny poziom szyciowy. Pomysł na nie podsunęła mi Męska Ręka, czyli mój Tata, którego chyba mogę wreszcie ujawnić :)

Już widać pierwsze pąki!

niedziela, 29 marca 2015

Pasek do apararu

Żeby nie zasłonić bloga, dzisiaj nie będzie słonio-nerki, tylko trójkąto-pasek :) Standardowe paski do aparatu są proste, ale ładne, jednak po kilku latach używania mój zrobił się nieco włochaty i postrzępiony. Na urodziny dostałam bardzo dużo materiałów (dziękuję!), więc postanowiłam wykorzystać tkaninę w trójkąty na zrobienie nowego. Znalazłam też starą skórzaną spódnicę, z której zrobiłam wstawki. Myślę, że wyszło bardzo ładnie. Na spacerach będzie przyciągać wzrok przechodniów!


Pozdrawiam,
Em

sobota, 21 marca 2015

Piesek w podwójne słoniki :)

Jak pisałam - Lava zazwyczaj ma zestaw: obroża + szelki. Można powiedzieć Po co komu dwie podobne rzeczy, które służą do tego samego? No można, ale chodzi o to, że z Lavą na spacery zawsze chodzę w zestawie. Jeśli akurat ma dzień rozproszeń, czyli taki, w którym wszystko ją rozprasza - zapinam smycz do obroży, jeśli ma dobry dzień - biega luzem lub zapinam ją na szelki. Zestaw właśnie dlatego, żeby pies nie wyglądał jak clown, kiedy ma inną smycz, inną obrożę i inne szelki.


Jak widać jest wygodnie :)

Pozdrawiam i życzę miłej WIOSNY,
Em

czwartek, 12 marca 2015

Piesek w słoniki

Jedna z niewielu zapowiedzi, jakie udało mi się spełnić tak szybko. To chyba pewien postęp i powinnam być z siebie dumna!
Słonio-materiał przyszedł pod koniec lutego, ale byłam chora i nie miałam ani ochoty (gorączka jest, to i kocyk musi być, a jak kocyk, to i książka), ani warunków (maszyny do łóżka nie zapakuję). W związku z tym poczekał sobie grzecznie przez dwa tygodnie i oto jest, długo wyczekiwana przeze mnie, moją Rodzinkę i może Was oraz Lavę? Kto wie?!
Przy okazji szycia zrobiłam nowe zdjęcia do tutorialu, bo jednak białe tło pomaga się skupić. Może jest ich mniej, ale sądzę, że nowy opis będzie lepszy.
Wracając do samej obroży. Lava wygląda w niej moim zdaniem przesłodko. Jest też raczej wygodniejsza od dotychczasowych, bo mimo tego, że ma 2 mm mniej szerokości, to jest podszyta grubym polarem, dzięki czemu jest bardzo miękka. Sama chciałabym taką mieć! Jak zwykle próbowałam zniwelować długość zapasu do regulacji... Robię to po trochu, więc pewnie dopiero za jakieś 20 obróżek będzie to długość nie przekraczająca 10 cm. Poprzednio było ich 25, teraz jest jakieś 15-20. Ale w sumie dzięki temu mogę ją wydłużyć tak, żeby mogła służyć jako pasek dla mnie!

poniedziałek, 2 marca 2015

To jest zima

Tylko i wyłącznie (ups, chyba nie powinno się tak mówić - zróbcie ze mną coś złego) podobno mamy zimę. Wygląda bardziej jak jesień, momentami wiosna. Moje ulubione pytanie Jak żyć? nasuwa mi się coraz częściej. Chyba mamy globalne ocieplenie, a ja zaczęłam wylewać dużo myśli na bloga. Nutka ironii się tu wkradła chyba, ale (kolejne ulubione stwierdzenie Em) dobrze mi z tym. Tak, dobrze. Gorzej mi z chorowaniem - nie ma człowieka w szkole (to już wiedzieliście, że do szkoły chodzę, ale powtarzam, dla niedowiarków) przez tydzień, ma 40*. Już chce wrócić wszystko nadrobione, ale okazuje się, że 8 kartkówek czeka. Od razu się odechciewa. Uff... Jak to powiedziałam i napisałam, to mi lepiej. Przepraszam, że blog staje się teraz miejscem, gdzie zapisuję myśli - te ciekawych i nie - ale tak mi lepiej. Im więcej ludzi słyszy o czymś, co mi przeszkadza, tym mi lepiej. Dziwny typ ale dobrze mi z tym.
Konkursy (te naukowe) też czekają. Jutro angielski, środa informatyka... potem jeszcze nauki przyrodnicze, matematyka. Marzec miesiącem konkursów? Chyba tak.
Marzec miesiącem urodzin. Z tym też się zgodzę, ale nie zdradzę, która to dla mnie wiosna :) Powiem tylko, że nasta.
I dalej będę myśleć.
Nie wiem o czym.
Taki trochę wiersz tu mamy...
Ha, już wiem.
To prezentowane poniżej... zdjęcie? Nie, sklejka lepiej. Robiłam zdjęcia w stajni (patrz dwa posty wcześniej) no i kilka z nich... nie wyszło. Ostrości nie złapałam. Ale w ładny sposób, więc widzicie te nieostrości :D


Ach... mamy nowy wygląd. Jakieś skargi i zażalenia w związku z tym? Coś się zlewa, czegoś nie ma (tak, zniknęli obserwatorzy, ale można obserwować, jest link w menu. Nie chciałam, żeby blog był platformą reklamową, albo czymś w tym stylu + awatary do siebie nie pasowały :D), jakaś czcionka nie wyraźna, kolorek nie taki, układ zły, nagłówek brzydki? Piszcie w komentarzach. Przyjmę wszystko na klatę i postaram się wszystkim dogodzić :)
Tak dla niedowiarków:
tak jest | tak było


Em za dużo myśląca Em, rzecz jasna.

niedziela, 22 lutego 2015

Psacer prawie wiosenny

Zgodnie z zapowiedzią, kilka zdjęć Lavowo-spacerowych. Z czwartku i piątku. Na wczorajsze jeszcze przyjdzie czas :) Musimy jeszcze z psicą poćwiczyć pozowanie - utrzymanie głowy w jednej pozycji przez więcej niż sekundę niestety okazuje się być niemożliwe. Przy poprzednim aparacie nie robiło mi to różnicy, ale teraz mam możliwość ręcznego łapania ostrości, co jeszcze momentami sprawia mi kłopoty :)
Za niedługo będę odświeżać tutorial na obrożę oraz tworzyć nowy na szelki, bo materiał w słoniki jutro do nas wyjeżdża :) Kto się cieszy ręka w górę!!!

sobota, 21 lutego 2015

Stajenne zdjęcia

Dzisiaj byłam w stajni, ale nie jeździłam, jak zazwyczaj, tylko robiłam zdjęcia. Pogoda niestety nie dopisała - nie było słońca i trochę wiało, więc teraz próbuję się rozgrzać. W międzyczasie byłam z Lavą na spacerze. Wprawdzie nie pomogło mi się to dogrzać, ale jest to nasz codzienny rytuał, który łączy przyjemne z pożytecznym :) Ja robię zdjęcia, Lava hasa po krzakach, ćwiczymy posłuszeństwo, zaliczamy jeden z trzech spacerów, które są naszym dziennym minimum. Już wiecie o czym będzie kolejny post :)
Do zdjęć dzielnie pozował Sherlock, sześcioletni wałach rasy huculskiej, oraz Marcepan, sześciomiesięczny ogierek rasy małopolskiej :) 


Marcepan

czwartek, 19 lutego 2015

Szyję, bo mam nudności

Gdy byłam mała (w sumie to nadal zbyt duża nie jestem - kategoria "Blogi nastolatków" nie jest bardzo chwilowa, gdybym w przyszłym roku brała udział w konkursie nadal bym w niej pozostawała, mogłabym też powtórzyć to zdanie za dwa i trzy lata), myślałam, że człowiek ma "nudności", kiedy mu się nudzi. Idąc tym tokiem myślenia - szyję, bo mam nudności. Tak, właśnie! Oczywiście mam mnóstwo rzeczy do roboty, często korzystam z tych alternatyw - czytam, uczę się (a nawet dostaję szalone stypendium za średnią!), spędzam czas z Lavą, programuję, robię grafikę, strony... długo by wymieniać, co robię oprócz szycia i tego, co widzicie na blogu!
Od dłuższego czasu chodzi za mną kolejny zestaw: obroża + szelki. Dla Lavy rzecz jasna, bo dla kogo innego? Obserwuję różne firmy hand-made produkujące akcesoria dla psów. W sumie, przez to popadłam w taką psio-akcesoryjną manię :) To, co dotychczas tworzyłam zazwyczaj nie było do końca zaplanowane. "O, jedziemy do sklepu? To dajcie mi 10 min. Zmierzę Lavę i kupimy od razu kilka rzeczy na nową obrożę i szelki!" Da się z tego wywnioskować, że kupowałam to, co tylko mniej więcej spełniało moje oczekiwania. Nigdy nie udało mi się zdobyć spawanych D-kółek szerokości 2,5 cm; odpowiedni klips udało mi się kupić dwa razy, a regulator... mógłby być nieco dłuższy. To, co zrobiłam jest oczywiście odpowiednie, ale nie spełnia moich oczekiwań w 100%, tylko w 90%.
Właśnie dlatego chcę teraz uszyć obrożę wymarzoną! Jeszcze nie wiem, jak będzie wyglądała. Na pewno nie będzie impulsem, tak jak poprzednie, tylko czymś bardzo przemyślanym. Z softshell'owym lub nurkowym (zabawna nazwa na materiał!) podszyciem. Z solidnym D-kółkiem. Z odpowiednią regulacją. Z mocnym i w 100% "godnym zaufania" klipsem. Ładnego koloru (a nawet dwóch lub trzech!). Na kolejne lata.
Myślę o brązowych akcentach, błękicie, jasnej zieleni (odcień z wiosennego designu, który zaraz powróci!), pomarańczu i głębokiej malwie :) Coś trzeba wyeliminować, bo byłoby za dużo szczęścia... ale w sumie Lava jest psem szczęśliwym. Może obszycie z materiału, a może tasiemka? Kto wie?! Muszę przede wszystkim myśleć! Wypadałoby jeszcze, żeby koszt wykonania obroży (i szelek! zupełnie o nich zapomniałam!) nie przewyższył kosztu kupna gotowego produktu...
Ups. Zmieniłam zdanie w trakcie pisania posta :D Obroża będzie miała polarowe podszycie (tak jak szelki, które wcześniej szyłam), taśma nośna obszyta będzie tkanią, którą właśnie próbuję wybrać. Prawdopodobnie do zestawu obroża + szelki powstanie też nerka... bo kto to widział, żeby właściciel nie pasował do psa?!

Słoniki wygrały konkurs, mimo najwyższej ceny :D

Em

środa, 18 lutego 2015

Malowanie bywa nudne

Nie sądziłam nigdy, że to powiem, ale malowanie na płótnie 50x60 mnie do tego zmusiło ;)
Pierwsze dwie sesje były ciekawe, ale potem było straasznie nudno. Zwłaszcza, że wzorek, z którego malowałam nie było do końca taki, jak chciałam... Pod koniec już całkowicie straciłam chęci i przy malowaniu pominęłam kury, które szły ścieżką :)


Em


wtorek, 17 lutego 2015

Kwiatowa kosmetyczka

Kolejny "produkt z archiwum" :) Ma już dwa lata i codziennie używa jej moja Mama. Jednocześnie jest to mała reklama, ponieważ jest wszystkim pokazywana i zachwalana. Bardzo spodobał mi się ten materiał i żałuję, że nie mam go więcej. Chociaż z drugiej strony dzięki temu produkty z niego wykonane są niemalże unikatowe!
A wróżkowa broszka... Jest dla nas bardzo ważna, więc wróżka siedzi właśnie na tym kwiatku...


Pozdrawiam,
Em

poniedziałek, 16 lutego 2015

Kolejny miś z archiwum :)

Tym razem brązowy i... grubiutki! Czerwona kokardka zdecydowanie dodaje mu uroku :) Jasne dłonie i stopy ładnie kontrastują z brunatnym futrem, a błyszczące oczy wyróżniają się z gąszczu włosia. Niestety niewielkie uszka są prawie niewidoczne, ale z całą pewnością miś ma dobry słuch! Sprawdzałam :)
Alfred, bo tak misiak ma na imię, ma ciekawą historię związaną z jego głową mocowaną na "zawiasie". Otóż po zakończeniu szycia i łączenia wszystkich elementów zachwycałam się jego miękkim brzuchem i wielkością (ok. 40 cm). Podrzucałam, żeby sprawdzić mocowania, przytulałam i tarmosiłam - nic mu się nie działo, więc postanowiłam, że w nocy będzie siedział na mojej poduszce, żeby było mu raźniej :) Rano chciałam nadal testować - w tym celu musiałam zdjąć go z poduszki. Złapałam za głowę Alfa i została mi w ręce - bez ciała rzecz jasna! Bardzo się tym zdziwiłam. Zabrałam się za oglądanie i okazało się, że łepek nie był w ogóle przyszywany - trzymał się tylko na szpilkach :D


Pozdrawiam,
Em

niedziela, 15 lutego 2015

Każdy kiedyś musi zacząć...

... nie ważne CO zacząć! Ważne, żeby sprawiało przyjemność, pomagało zająć jakoś czas wolny, rozwijało PASJĘ!
Ostatnio często na blogu pojawiają się moje archiwalne twory... Sprzed kilku lat. Nadal je mam: stoją na półce przy moim łóżku, w specjalnym kąciku z tymi rzeczami, których człowiek się nigdy nie pozbędzie, bo to nie są rzeczy, tylko wspomnienia. Uważam, że każdy powinien mieć takie miejsce, w którym przechowuje te przedmioty, które są ważne dla jego serca.
Dzisiaj chciałam przedstawić Wam misia, który był drugą DUŻĄ zabawką, jaką wykonałam. Ma ok. 30 cm wzrostu i jest baaaardzo miękki. Może z wyjątkiem miejsc, w których łączą się poszczególne elementy - tam znajdują się "zawiasy". Tak naprawdę, to powinno się na nie mówić "stawy", ale wolę to moje słowo :) Kokardka na szyi misia dodaje mu uroku, a wielki nos powoduje, że gdy na niego patrzę, myślę, że biedak musi mieć kłopoty - z takim nochalem na pewno ma dobry węch i  wszystkie zapachy czuje jeszcze lepiej niż ja, więc cały czas chce mu się jeść (wiedzcie, że u mnie w domu czasami tak pysznie pachnie, że aż zaczynam się ślinić, co rzadko mi się zdarza. Jest tak, gdy mój Tata zabiera się za robienie gulaszu, lub Mama robi zupę pomidorową :*) Oczy misia zrobiłam z guzików na stopce i obszyłam je czarnym filcem, dzięki czemu ładnie wystają z futerka i miś dobrze widzi ;)



Pozdrawiam i życzę miłej niedzieli,
Em

sobota, 14 lutego 2015

Muffinki waniliowe

Muffinki już upiekłam, więc porobiłam im zdjęcia. Przypomniałam sobie przy okazji, że tych waniliowych nie ma jeszcze na blogu! To niedobrze, więc postanowiłam to zmienić i podzielić się z Wami tym prostym przepisem :)

piątek, 13 lutego 2015

Trzeba korzystać z zimy

Tak jak w tytule - była przez kilka dni i poszła. Całę szczęście, że udało mi się zrobić kilka śniegowych zdjęć. Korzystałam z nowego aparatu, który powinien pomóc mi przetrwać brak czegoś bardziej zaawansowanego (chodzi mi głównie o możliwość zmiany obiektywu...). Oprócz tego część zdjęć wykonałam moim "normalnym" sprzętem, którym fotografuję większość moich wyrobów. Zapomniałabym! Kilka wykonałam lustrzanką znajomej, której bardzo dziękuję za pożyczkę!
Zdjęcia inne niż zazwyczaj - nie to coś, co z założenia jest makrem, nie "produkty", a portrety.
Przepraszam za wszystkie błędy... Dopiero uczę się obsługiwać nowy aparat, a jest on zupełnie inny od mojego podstawowego - wszystkie pokrętła ma do ręcznej obsługi, a nie guziczkowe. To zupełnie zmienia postać rzeczy!
Wybaczcie mi podpisy, nie mogłam się powstrzymać :)

Czuję chrupka!

środa, 11 lutego 2015

Znów zapomniałam upiec muffinki...

... Od tygodnia chcę to zrobić, bo muszę wypróbować rady co do ich fotografowania. Mogłabym też wstawić nowe zdjęcia do przepisu, pobawić się moim starym-nowym aparatem (ha! Teraz mam dwa!)...
Ale tak naprawdę, to chciałam Wam podziękować za głosy, dzięki którym przeszłam do kolejnego etapu z czwartej (a może jednak trzeciej? Dwa pierwsze miejsca miały jednakową ilość głosów!) pozycji. Wiem, że głosowało na mnie dużo Osób. Bardzo Wyjątkowych Osób. Chciałabym móc każdej z nich podziękować osobno, ale wiem, że to niemożliwe - mieszkają we wszystkich zakątkach Polski...
A obraz... historię do niego, dopiszcie sami. Każdy taką, jaką chce.


Pozdrawiam,
Em

wtorek, 10 lutego 2015

Króliki zmienno-nastrojowe

Kilka lat temu dostałam królika z alelale. Bardzo mi się spodobał i chciałam mieć kilka podobnych. Właśnie dlatego trzy lata temu, gdy szycie było dla mnie męczącą przyjemnością, a nie przyjemnością uszyłam całe stado małych króliczków i dwa króliki nieco większe. Wyszły jak wyszły - krzywe, wypchane watą, więc się pozbijały i... zabawne, a o to przecież chodziło najbardziej. Byłam nimi zachwycona - sposobem wykonania, idealnością ;) Jak widzicie, każdy kiedyś był początkujący.





Pozdrawiam,
Em
PS Wykonanie takiego królika jest bardzo proste - rysujemy na papierze kształt ciała i oczu, wycinamy po dwa razy oraz cztery razy uszka. Naszywamy oczy i wyszywamy źrenicę oraz buźkę na jednej połówce i obrażoną minę na drugiej. Zszywamy uszy i wkładamy między ciało, zaszwamy i wypychamy, zamykamy dziurę :)
PSS O 12:00 kończy się głosowanie. To ostatnia chwila, żeby pomóc mi dostać się do kolejnego etapu!

poniedziałek, 9 lutego 2015

Całkiem pierwszy obraz...

...powstał w kwietniu 2012 roku :)
Nie obyło się oczywiście bez pomocy moich ówczesnych Nauczycieli, którym bardzo dziękuję za wprowadzenie mnie w świat malarstwa, pokazanie, do czego służy który pędzel i jak się nazywa; który kolor to sjena a który sjena palona (swoją drogą nadal się mylę, trudne to).


Jestem szczególnie dumna z drzew i łączki. Nie wiem co, w nich takiego jest, ale wyglądają bajkowo i naturalnie zarazem.

Przypominam o głosowaniu. Został już tylko jeden dzień!
Em

niedziela, 8 lutego 2015

Torba plażowa


Tak jak pisałam kilka postów temu - odkopuję ostatnio te moje dzieła, których nie ujrzał jeszcze blog, a powstały dawno temu.
Na dzisiaj wybrałam torbę plażową, którą uszyłam dwa lata temu przed wakacjami. Była to jedna z pierwszych plażówek, zaraz potem zaczęłam szyć je w ilościach hurtowych, jak na moje dotychczasowe standardy :) Wszyscy znajomi prosili, żebym takie im uszyła, więc siadałam do maszyny i powstawały kolejne i kolejne. W większości są już umieszczone na blogu (lato 2013).

Przypominam o głosowaniu!
Em